Relacja z Dzikich Warsztatów Fotografii Przyrody, 17-19 października 2025-drugiej edycji dla początkujących.

Siła przyciągania
Po pierwszej edycji Dzikich Warsztatów zastanawiałam się nad tym, jakie są szanse, że znowu trafię na tak zgraną grupę fantastycznych kobiet. Teraz wiem, że łatwiej będzie odwrócić to pytanie. Jakie są szanse, że kolejna grupa nie będzie tak fajna? Zerowe. Już wiem, że to niemożliwe. Bo skoro wreszcie staram się pokazywać siebie prawdziwą, robić rzeczy po swojemu, to jasne jest to, że przyciągnę do siebie podobne osoby. Kobiety mające te same wartości, wrażliwe na piękno, mające na sercu dobro natury-to baza. Ale żeby mieć aż tyle innych wspólnych tematów? To już siła przyciągania.
Co tu się odwaliło…
Pierwsza uczestniczka chciała być na poprzedniej edycji, ale niestety zabrakło miejsca. Gdyby się tam znalazła, nie poznałaby dziewczyny, która jak się okazało mieszka blisko niej, z którą wsiadła do samochodu, by razem przyjechać na Warsztaty. Nie dowiedziałaby się, że jako małe dziewczynki spędzały czas w tej samej miejscowości, nad tą samą rzeką, tylko każda po innej stronie. Nie wysiadłaby po trzech godzinach z auta z tym poczuciem, że znają się od lat, mimo że widzą się pierwszy raz w życiu.
Te dwie kobiety byłyby jedynymi chętnymi na tę edycję, gdyby nie to, że któregoś dnia zobaczyłam post o Konferencji o wilkach i uznając, że Szczecin przecież nie jest, aż tak daleko od mojego domu (384 km), stwierdziłam, że się tam wybiorę. Gdyby dziewczyna, która usiadła dosłownie krzesełko przede mną, nie zgłosiła się i nie powiedziała publicznie skąd jest, nie usłyszałabym, że mieszkamy 20 km od siebie i nie zagadałabym do niej na przerwie. Nie dowiedziałabym się, że pracuje w lesie i marzy o robieniu zdjęć dzikim zwierzętom.
Nie byłoby jej z nami. Być może w ogóle odwołałabym te Warsztaty.
Trzy, z początku obce sobie dziewczyny przyjechały więc do Dworku Andrzejówka, gdzieś w głębokich polach pod lasem, by tam odkrywać, że łączy je o wiele więcej niż mogły sobie wyobrazić. Do tego doszłam ja. Nadal niemogąca wyjść z podziwu, że trafiam na tak fantastyczne kobiety.
Nie ma tego złego…
Niestety pogoda znowu nie potraktowała nas zbyt łaskawie, przynajmniej na początku. Przez ulewny deszcz i silny wiatr musiałyśmy odpuścić sobie pierwsze dwa wyjścia w teren. Ale miało to swoje plusy. Mogłam dzięki temu spokojniej przedstawić swoje prezentacje i więcej czasu poświęcić na pokazanie w praktyce jak działają ustawienia manualne i porozkminiać z dziewczynami nieznane im dotąd możliwości w ich aparatach.
Pierwszego wieczoru przyjechała do nas psycholog Karolina Palczewska-Budniewska. To już drugi raz, gdy gościłam ją na moich Warsztatach. Karolinie wyjątkowo dobrze wychodzi praca w grupie. Uważnie wysłuchała tego, czym chciałyśmy się podzielić i służyła praktyczną radą. Potem przeprowadziła z nami trening uważności, czyli mindfulness. Po tym poszłyśmy spać o wiele lżejsze.
Zadowolone Dzikuski!
Następnego dnia, gdy nasze głowy były już pełne wiedzy i wreszcie wyszło słońce, zrobiłyśmy sobie przerwę od nauki na krótki spacer. Dziewczyny mogły wyjść w swoich nowych bluzach, zasponsorowanych przez markę Dzikuska. Mimo jesiennego chłodku, w nich było im ciepło.
Oprócz bluz uczestniczki dostały świece sojowe o zapachu lasu i woski pachnące ściętą trawą! To zasponsorowała Paulina z Candlebox.store. Nie można było oderwać nosów od tych zapachów! To cudowne, że zrobiła te świece pod kątem naszych upodobań.
Pierwsze wyjście w teren
Po obiedzie nastał wreszcie ten moment – mogłyśmy wyruszyć do lasu. Gdy deszcz przestał padać, nagle z szarówy zrobiła się typowa polska Złota Jesień. Każda z nas, w trakcie tej wędrówki, przeżywała swoje własne zachwyty. Na powrocie, gdy zrobiło się już ciemno, między drzewami przemykały cienie leśnych stworzeń.
W Dworku czekała na nas pyszna kolacja i ciepła zimowa herbata.
„Najlepszy poranek w życiu!”
Po deszczowej nocy przywitał nas rześki poranek. Byłyśmy gotowe do wyjścia w teren. Nad polami unosiła się mgła, a ptaki dawały znać, że już nie śpią. Przejechałyśmy może 200 metrów, gdy kawałek dalej przez drogę przebiegło stado jeleni. Zatrzymały się przed lasem, dzięki czemu mogłyśmy je jeszcze chwile obserwować. To był wspaniały widok! Gdy jelenie schowały się w zaroślach, my ruszyłyśmy dalej.

Obawiałam się, że po takim spotkaniu już nic lepszego nas nie spotka. Jakże się myliłam. Gdy tylko przeszłyśmy przez las i wyjrzałyśmy na łąkę, naszym oczom ukazał się młody jeleń, biegający radośnie w kółko po mokrej trawie. Obok stała matka, czujna i spokojna. Dzieciak skakał przez łąkę, podnosząc na raz wszystkie cztery nogi! To było przeurocze!

Po chwili rodzinka oddaliła się, a my poszłyśmy dalej. Doszłyśmy do głogowego sadu i chowając się w cieniu gałęzi, obserwowałyśmy przez dłuższą chwilę kolejne stadko. Dopisywało nam szczęście! Jelenie stały cierpliwie, dając się fotografować ze wszystkich stron.

Po prawej miałyśmy stadko, a z lewej nagle dobiegł do nas znajomy odgłos… Początkowo byłam pewna, że się przesłyszałam. Ale dźwięk się powtórzył. Wszystkie usłyszałyśmy to wyraźnie. Oto 19 października zaryczał byk jelenia. Tak jak pierwsza edycja upłynęła pod znakiem rykowiska, tak tu nie spodziewałam się, że jeszcze będzie nam dane to usłyszeć. Wszystkie z opadniętymi do ziemi szczękami spojrzałyśmy na siebie znacząco.
On był blisko. Wystarczyło przejść niezauważenie między drzewkami na drugą stronę sadu. Tak zrobiłyśmy. Jeden rzut oka wystarczył. Po prawej trochę dalej, stała łania. Po lewej byk. Blisko. Musiałyśmy uważać na nią, była czujna. Gdy byk spokojnie skubał trawę, ona szczeknęła ostrzegawczo.
Każdej z nas udało się zrobić mu zdjęcie i po chwili odszedł między drzewa. Znowu musiałyśmy sobie przypomnieć, jak się oddycha. Co za emocje!

To wtedy usłyszałam szepty „To jest najlepszy poranek w moim życiu.” albo „To jest najlepszy weekend w moim życiu!” A to jeszcze nie koniec. Po chwili znowu odebrało nam mowę, gdy na niebie zobaczyłyśmy tęczę! Serio?!
Tym dziewczynom przecież wystarczyłyby już te zachwyty nad porostami, grzybami i jesiennym klimatem.
Ale nie. Widziałyśmy jelenie we mgle, młodego cielaka, skaczącego jak te w bajkach, kolejne cierpliwe stadko po jednej stronie i jelenia wydającego ostatnie w tym roku ryki po drugiej! No i na to wszystko tęcza.

Wciąż niedowierzając w to, co zobaczyłyśmy, udałyśmy się z powrotem do samochodu. Postanowiłam, że jeszcze pokaże dziewczynom nasze najdłuższe jezioro Polsce. Skręciłyśmy do miejscowości znajdującej się nad Jeziorakiem, bardzo dobrze znanej pracownikom TVP. Przez drogę przebiegły nam kolejne jelenie – tym razem samce. Woda w jesiennym otoczeniu to oczywiście wspaniały widok. Ale to co nas zaskoczyło to widok kilku kwitnących gałęzi na kasztanowcach… w październiku. Ten poranek po prostu obfitował w zaskakujące wydarzenia.
Razem możemy wszystko
Wróciłyśmy na śniadanie, dokończyłyśmy naukę i po obiedzie nastała pora pożegnania. Wszystkie czułyśmy ogromną wdzięczność za ten weekend. Natura obdarowała nas ogromną ilością piękna. Po raz kolejny też usłyszałam słowa, które za każdym razem motywują mnie najbardziej.
Że mój sposób nauczania działa. Że uczestniczki Dzikich Warsztatów wreszcie nie boją się robić zdjęć na ustawieniach manualnych. Że teraz już wiedzą, o co chodzi.
My kobiety, w większości przypadków, trochę inaczej podchodzimy do technicznych aspektów robienia zdjęć. Okazuje się, że tłumacząc to wszystko po swojemu, tak jak ja to rozumiem, na swój babski rozum, kursantki od razu lepiej to sobie utrwalają.
To w czym uważałam, że mam braki, stało się więc moją supermocą. My nie potrzebujemy sztywnych definicji. Potrzebujemy zrozumieć to na swój sposób i dać sobie dużo czasu na praktykę. I przede wszystkim wspierać się nawzajem. Razem jesteśmy niepokonane.

Bądź na bieżąco i obserwuj Dzikie Warsztaty na Instagramie – kliknij tutaj.






















